Osoby z problemem bezdomności
Jest ich ponad trzydzieści tysięcy. To liczebność małego miasta. Ale są zauważalni dopiero, gdy znajdują się na tyle blisko, że nie można ich zignorować. Wówczas irytują. Nie pasują do naszego wyobrażenia o Polsce. I raczej nie mają w nas zwolenników. Mowa o ludziach z problemem bezdomności.
Temat popularny staje się, gdy mówimy o nim w kontekście naszych niedogodności. Latem osoby bezdomne psują miejską estetykę. Zimą, media, niepokojąc nasze sumienia, nagłaśniają przypadki śmierci z wyziębienia.
Osoby z problemem bezdomności istnieją jednak nawet wówczas, gdy ich nie widzimy. W skali całego kraju takich osób jest najwięcej w województwie mazowieckim (ponad cztery tysiące). Większość z nich jest w Warszawie (prawie trzy tysiące). Najwięcej z tych osób przebywa na Białołęce, Mokotowie, Pradze Południe oraz w Śródmieściu. Są tam, gdyż w tych dzielnicach najszybciej otrzymują pomoc. Choć schroniska dla bezdomnych otrzymują coraz większe wsparcie (w 2018 miasto stołeczne Warszawa wsparło ich najwięcej), to nadal część z bezdomnych spędza noc na ulicy. Problem polega nie tylko na sposobie udzielania pomocy, ale także na stygmatyzacji osób z problemem bezdomności. W naszej kulturze zwrócenie się o pomoc jest trudne. Jest utożsamiane z chwilą słabości.
Interwencje straży miejskiej potrafią przestraszyć, dlatego tak ważne jest, aby w pomoc angażowali się także ludzie z wolontariatów. Bez instytucjonalnej reprezentacji urzędu osoby z problemem bezdomności chętniej się otwierają i informują o swoich potrzebach.
Bezdomni to są głównie mężczyźni (ponad osiemdziesiąt procent), w wieku 41- 60 lat. Prawie jedna trzecia z nich przyznaje, że powodem bezdomności jest konflikt rodzinny. 28 procent mówi, że znalazło się na ulicy z powodu uzależnienia (najczęściej alkoholowego). Ponad 26 procent wskazuje na eksmisję. W skali całego kraju najliczniejszą grupą są bezdomni przebywający na ulicy między 5 a 10 lat (27 procent). Osoby bezdomne otrzymują dochody głównie z zasiłków (prawie 38 procent) oraz emerytur lub rent (prawie 16 procent). Aż 17 procent deklaruje, że nie posiada żadnych dochodów.
Przypomnijmy, że mówimy o ponad trzydziestu tysiącach osób. One wszystkie muszą codziennie zastanawiać się co zjeść i gdzie przenocować. Istnienie ośrodków pomocy społecznej w znacznej mierze ułatwia im rozwiązywać te problemy. Ale nie pozwala im na tyle poprawić sytuacji życiowej, by mogły wyjść z bezdomności. A bezdomność to nie wybór. Czasem jedno potknięcie (na przykład utrata pracy) powoduje kolejne niepowodzenie (rozpad związku), co skutkuje utratą miejsca zamieszkania. Bardzo często osoby mieszkające na ulicy mają problemy zdrowotne. Wszystko to nakazuje nam myśleć o nich kompleksowo. I podobnie kompleksowo się nimi zająć. W Polsce jednak nie ma skoordynowanego programu pomocy takim osobom. Najczęściej ratunek znajduje się w Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej albo w Caritasie lub innej organizacji pozarządowej. I jest to pomoc doraźna, czyli osoby, które żyją na ulicy, na tę ulicę wracają.
W porównaniu z rokiem 2017 liczba osób bezdomnych w 2018 spadła o 9 procent. Nie powinno to jednak uspokoić naszego sumienia. Tendencja nie jest stała. Wraz z nadciągającą zimą warto rozejrzeć się w swojej okolicy, może ktoś nadal potrzebuje pomocy?
[materiał uwzględnia informacje podane na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej https://www.gov.pl/web/rodzina/wyniki-ogolnopolskiego-badania-liczby-osob-bezdomnych-edycja-2019]
Niektóre zdania domagały się czasownika „mieszkać”. Trudno użyć tego słowa w kontekście osób dotkniętych problemem bezdomności. Społeczne wyobrażenia, że człowiek „musi” gdzieś zamieszkiwać zdarza się tu z surową rzeczywistością.
Temat popularny staje się, gdy mówimy o nim w kontekście naszych niedogodności. Latem osoby bezdomne psują miejską estetykę. Zimą, media, niepokojąc nasze sumienia, nagłaśniają przypadki śmierci z wyziębienia.
Osoby z problemem bezdomności istnieją jednak nawet wówczas, gdy ich nie widzimy. W skali całego kraju takich osób jest najwięcej w województwie mazowieckim (ponad cztery tysiące). Większość z nich jest w Warszawie (prawie trzy tysiące). Najwięcej z tych osób przebywa na Białołęce, Mokotowie, Pradze Południe oraz w Śródmieściu. Są tam, gdyż w tych dzielnicach najszybciej otrzymują pomoc. Choć schroniska dla bezdomnych otrzymują coraz większe wsparcie (w 2018 miasto stołeczne Warszawa wsparło ich najwięcej), to nadal część z bezdomnych spędza noc na ulicy. Problem polega nie tylko na sposobie udzielania pomocy, ale także na stygmatyzacji osób z problemem bezdomności. W naszej kulturze zwrócenie się o pomoc jest trudne. Jest utożsamiane z chwilą słabości.
Interwencje straży miejskiej potrafią przestraszyć, dlatego tak ważne jest, aby w pomoc angażowali się także ludzie z wolontariatów. Bez instytucjonalnej reprezentacji urzędu osoby z problemem bezdomności chętniej się otwierają i informują o swoich potrzebach.
Bezdomni to są głównie mężczyźni (ponad osiemdziesiąt procent), w wieku 41- 60 lat. Prawie jedna trzecia z nich przyznaje, że powodem bezdomności jest konflikt rodzinny. 28 procent mówi, że znalazło się na ulicy z powodu uzależnienia (najczęściej alkoholowego). Ponad 26 procent wskazuje na eksmisję. W skali całego kraju najliczniejszą grupą są bezdomni przebywający na ulicy między 5 a 10 lat (27 procent). Osoby bezdomne otrzymują dochody głównie z zasiłków (prawie 38 procent) oraz emerytur lub rent (prawie 16 procent). Aż 17 procent deklaruje, że nie posiada żadnych dochodów.
Przypomnijmy, że mówimy o ponad trzydziestu tysiącach osób. One wszystkie muszą codziennie zastanawiać się co zjeść i gdzie przenocować. Istnienie ośrodków pomocy społecznej w znacznej mierze ułatwia im rozwiązywać te problemy. Ale nie pozwala im na tyle poprawić sytuacji życiowej, by mogły wyjść z bezdomności. A bezdomność to nie wybór. Czasem jedno potknięcie (na przykład utrata pracy) powoduje kolejne niepowodzenie (rozpad związku), co skutkuje utratą miejsca zamieszkania. Bardzo często osoby mieszkające na ulicy mają problemy zdrowotne. Wszystko to nakazuje nam myśleć o nich kompleksowo. I podobnie kompleksowo się nimi zająć. W Polsce jednak nie ma skoordynowanego programu pomocy takim osobom. Najczęściej ratunek znajduje się w Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej albo w Caritasie lub innej organizacji pozarządowej. I jest to pomoc doraźna, czyli osoby, które żyją na ulicy, na tę ulicę wracają.
W porównaniu z rokiem 2017 liczba osób bezdomnych w 2018 spadła o 9 procent. Nie powinno to jednak uspokoić naszego sumienia. Tendencja nie jest stała. Wraz z nadciągającą zimą warto rozejrzeć się w swojej okolicy, może ktoś nadal potrzebuje pomocy?
[materiał uwzględnia informacje podane na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej https://www.gov.pl/web/rodzina/wyniki-ogolnopolskiego-badania-liczby-osob-bezdomnych-edycja-2019]
Niektóre zdania domagały się czasownika „mieszkać”. Trudno użyć tego słowa w kontekście osób dotkniętych problemem bezdomności. Społeczne wyobrażenia, że człowiek „musi” gdzieś zamieszkiwać zdarza się tu z surową rzeczywistością.
Komentarze
Prześlij komentarz