Pomnityka, czyli polityka pomnika
Politykę prowadzi się wszelkimi możliwymi środkami. Można zatem politykować młotem, można i piórem. Niektórzy politykują zaś pomnikami. Wówczas cierpi to, co cierpieć nie powinno. Szlachetna idea zaklęta w pomnik, może okazać się żałosną podróbką, a pomysł na piękno kształtujący się w głowie artysty, obrócić się może w materii we własne przeciwieństwo.
Czy tak zdarzyło się z pomnikiem „Zatrute źródło” Jerzego Kaliny? Czy można w ogóle rozpatrywać zaangażowane dzieło jako wypowiedź artystyczną? Czy raczej należy oceniać je w oderwaniu? A może pomnityka dzisiejszej doby ma za oczywistość cechę, że nie ma dzieła niewinnego, które może być oglądane z pozycji obiektywnych?
W Polsce mamy prawdziwą klęskę urodzaju, jeśli chodzi o pomniki Jana Pawła II. Wbrew jego własnym słowom postawiliśmy ponad 700 jego różnego rodzaju wizerunków. Mało z nich jest zwyczajnie normalnych. Mało z nich jest potrzebnych. Rozważaniu czemu tak jest należy poświęcić osobne rozmyślanie. Tutaj pragnę pochylić się jedynie nad faktem, że wizerunki owego świętego niektórzy zaciągnęli do polityki. Czym zaciągnęli zapewne nieco więcej niż chcieli, bo nie da się oddzielić w wyrzeźbionej bryle intencji od przedstawienia.
Pomnik odsłonięty we wrześniu 2020 na dziedzińcu Muzeum Narodowego w Warszawie jest fragmentem większej instalacji. Papież stoi pośrodku czerwonej sadzawki. Nad głową trzyma potężny głaz, który wymierzony jest właśnie w czerwoną toń. Wyraz twarzy papieża wskazuje na potężny ból (nie mam pojęcia czy to zamierzony efekt). Delikatne zaburzenie proporcji papieskiego ciała nieco nas kłopocze (to chyba już cecha charakterystyczna pomników papieża). W zamyśle artysty papież miota kamieniem w „czerwoną ideologię (LGBT)”. Tyle dzieło i twórca. Resztą zajął się internet. I powiedział już prawie wszystko. Od pochwał i uwag, że konserwatyzm odzyskuje sztukę, po przedrzeźnianie i konstatowanie, że za te 125 tysięcy (tyle kosztowała instalacja) można by ufundować wiele papieskich stypendiów.
Wszystko to zdaje się być wyrazem żywej potrzeby pomników w naszej codzienności. Chcemy, aby pomniki się pojawiały, choćby i po to by je kontestować, a z pewnością, żeby je komentować. Wcześniej pomnik wywołał takie kontrowersje, gdy Maurizio Cattelano przycisnął papieża meteorytem („Godzina dziewiąta”). Wtedy zaprotestowano, a jeden z polityków usunął z Jana Pawła II kamień i jak na ironię uszkodził figurę papieża. Niemniej z lubością wdaliśmy się w debatę na temat pontyfikatu, twierdząc z jednej strony, że jest straszliwym brzmieniem lub z drugiej strony, że jest bożą łaską, która nawet takie profanacje przetrzyma. Pomniki zatem mają siłę symboliczną. Także „Zatrute źródło” ją ma, ale nie tylko taką o jaką chodziło jego twórcy.
Dzieło to jest opowiedzeniem się w dyskusji światopoglądowej po jednej stronie, co bardzo łatwo można wykorzystać przeciwko niej samej. Kamień, który papież trzyma nad głową ma być w zamierzeniu ciśnięty w kogoś (a więc sugeruje przemoc). Dodatkowo sprawia wrażenie bardzo ciężkiego, jakby miał Jana Pawła II przycisnąć. Papież zdaje się być ciężarem przerażony (wyraz twarzy!). Sprawia wrażenie jakby sam się pod nim zapadał. Kamieniowanie (jako biblijna kara za grzechy cudzołóstwa) stanowiło jeden z najcięższych wyroków. Czy autor jest świadom jaki włożył potencjał interpretacyjny w swoje dzieło w świetle afer pedofilskich w Kościele? Może ta instalacja trafniej przedstawia sytuację ogromnego ciężaru moralnego, która przygniata Watykan? Jan Paweł II chcąc wymierzyć karę, nie daje rady, gdyż inne grzechy go przygniatają? Winy Kościoła czynią kamień zbyt ciężki, by nim rzucić? Może papież zdobywa się na moment wątpliwości przed rzutem, który zaburza równowagę, a w oczach jego widzimy gniew, ale na siebie samego?
Interpretacji może być wiele. Jednak znając powody powstania instalacji, możemy założyć, że nie będzie twórcy na większości z nich zależeć. Jego pomnik ma być tylko taki, jaki on chce, aby był. Ale to nie jest możliwe. Nie sposób zapanować nad każdym patrzącym. Nie sposób zadekretować jednej wersji. Tak jak nie sposób użyć papieża w doraźnej pomnityce, licząc ze nie będzie to broń obosieczna. Instalacja zapewne zniknie już niebawem, gdy tylko skończą się huczne obchody stulecia urodzin Jana Pawła II. Bo oczywiście o papieża nie chodziło tu wcale. I nastanie czas spokojnego oczekiwania na kolejny skandal z pomnikiem w tle.
Komentarze
Prześlij komentarz