LGBT

Rozdzielmy dwie kwestie. Pierwsza z nich to polityczne wykorzystywanie seksualności jako strategii, druga to rozumienie seksualności jako wolności w ekspresji swojej tożsamości.

Pierwszy sposób zawsze będzie użyteczny na czas walki. Można załamywać ręce, że tak niskich się chwyta zagrywek. Ale prawa wojny są bezwzględne. To wyznacza poziom, co pragnie się osiągnąć. Dobrze ukazuje to przypadek pewnego węgierskiego polityka. Na tym polu nawet największa hipokryzja jest sposobem i metodą akceptowalną, byle wynik został osiągnięty. Na tym polu politycznie można używać seksualności jako oręża, choćby nie zgadzało się to z własną seksualnością. Jest to politycznie użyteczne.

Druga kwestia to seksualność jako wolność w osiąganiu spełnienia. Jest ona z zasady niepolityczna. Może jednak stać się, jako uogólniona preferencja, zarzewiem tworzenia ideologicznych sporów. Aby zaś zrozumieć, co to znaczy, należy spojrzeć na społeczne znaczenie praktyki. Nieheteronormatywne związki postrzegane były (i wciąż są) jako zagrożenie dla tradycji (cokolwiek na ten moment to znaczy) i/ lub biologicznej presji reprodukcji.

Trudność w rozdzieleniu tych kwestii polega na wytyczeniu granicy między tym, co jest prywatne, a co jest publiczne. Niektóre zachowania prywatne staja się publicznymi, inne zaś na zawsze zostają intymne. Podobnie jest z publiczną aktywnością, także i ona może stać się prywatna. Wzajemne splątanie tych dziedzin daje nam dobrze odczuć, że oddzielenie seksualności jako wolności od seksualności jako ideologii jest bardzo skomplikowane i nigdy nie jest ostateczne. Różne społeczeństwa różne praktykowały aktywności seksualne. Różne mają także o nich wyobrażenia, a co za tym idzie i różnie je oceniają.

LGBT wraz z kolejnym literami rozszerzenia jest określeniem na jak najszerszą grupę ludzi o orientacji nieheteronormatywnej. To znaczy, przede wszystkim, dwie rzeczy: że heteronormatywność uznawana jest za bazę rozumienia seksualności człowieka; oraz że, mimo naszych najszczerszych chęci, nie sposób oddzielić seksualności od jej manifestacji w życiu publicznym.

Stąd już blisko do ważnej uwagi- człowiek licząc na wolność liczy na pełną wolność, nie jej namiastkę. Ocenianie czyichś dążeń z góry jako niemoralnych jest niesprawiedliwe. Wolność seksualna od dawna walczyła z pewnym tabu, czy jednak z tej racji należy odmawiać jej prawa do manifestowania?

Zatem uogólnienie preferencji nieheteronormatywnych rozumie się często jako rzekomo zagrażające trwałości gatunkowej i/ lub rzekomo niszczące wartości. Z dwóch powodów jest to nieprawda. Pierwszy dotyczy biologicznego faktu ciągłego wzrostu populacji. Drugi dotyczy historycznego faktu istnienia skłonności nieheteronormatywnych, które nie zniszczyły żadnych tradycyjnych wartości (chyba, że zaliczymy do takich hipokryzję). Wszystko o co chodzi ludziom z nieheteronormatywnością, to szacunek w wolności do realizowania swojej seksualności. Szacunek ten bardzo często polega na zaprzestaniu używania pejoratywnych określeń, wprowadzeniu równego traktowania mimo odmiennych preferencji itd. Przekuwanie tego w polityczny oręż zachodzi jednak nadal i to w środowiskach heteryków i nieheteryków.

Dochodzi do tego przede wszystkim wskutek paradoksu. To przeciwko czemu ktoś walczy, czasem zostaje przez tych walczących opracowywane bardzo dokładnie. Buddyści sprzeciwiając się koncepcji „ja” (w zasadzie dowodząc, że jest niemożliwa) stworzyli wiele koncepcji na temat „ja”. Stąd jeśli o czymś się mówi, to tworzy się to, o czym się mówi, choćby się pragnęło mocno, aby to coś nie istniało. W ten sposób walcząc przeciwko czemuś, stwarzamy to coś. Przeciwnicy ideologii LGBT stworzyli ideologię LGBT i umieścili zachowania im niepasujące w wyraźnym (groźnie wyglądającym) planie zniszczenia cywilizacji.

Zaznacza się także kolejny paradoks, gdy pragniemy równości, to podkreślamy nierówność właśnie. Konsekwencje tego stwierdzenia są takie, że wciąż, mimo chęci uznawania wszystkich ludzi za równych, wyznacza się różnicę. W tym przypadku różnica ma tę ambiwalentną cechę, że pragnie zanegować z jednej strony hegemonię, ale z drugiej ją utwierdza. Seksualność jako taka nie ma wiele wspólnego z społeczeństwem, ale jej publiczne okazywanie już tak. Ale jak można o tym powiedzieć, nie mówiąc publicznie? Jak można przekonać do równego traktowania, skoro w momencie mówienia podkreśla się różnicę?

Uparte próby negowania z przestrzeni publicznej seksualności koncentrują się obecnie na seksualności nieheteronormatywnej. Czyni się to celem przywrócenia społecznej homeostazy. Seksualność nieheteronormatywna w tym ujęciu zagraża moralności publicznej, bo demoralizuje. Jest to błąd pars pro toto, gdyż sądzi się że tylko ona demoralizuje. Należałoby jednak w myśl tego działania rugować całą seksualność. Zatem reklama bielizny, niedwuznaczny kształt kosmetyków oraz nachalna erotyka telemarketingu także powinna być zakazana.

Nie sposób nakreślić choćby szansę na porozumienie. Skutecznie unika go jedna strona, druga zaś neguje. W społeczeństwie konflikt jest siłą napędzającą przemiany. Trudno wyrokować, w którą stronę one podążą. Warto liczyć, że mówienie i argumentowanie wciąż jest możliwe. Wówczas można będzie zrozumieć, że osoby z preferencjami nieheteronormatywnymi nie są zagrożeniem. Prawdziwym zagrożeniem jest używanie prywatnych preferencji jako amunicji do politycznych ataków.

Komentarze

Popularne posty