Wobec wirusa
O koronawirusie będzie się jeszcze mówiło długo po zakończeniu z nim walki. Będzie wciąż przywoływany, jako nauczka, jako wspomnienie, jako przestroga. Covid zadomowiony w naszej wyobraźni jest niezwykłym przykładem wirusa natury i kultury. Poprzez biologię wdarł się do wyobrażeń. Zatem wpływ koronawirusa jest niebagatelny nie tylko na układ immunologiczny, ale na wartości w świecie ludzkim. Widzimy liczne świadectwa międzyludzkiej solidarności, ale i znamy historie zachowań egoistycznych. Człowiek w obliczu zagrożenia weryfikuje hierarchie wartości. Poziom zagrożenia wyznacza głębokość przemyśleń.
Musimy jednak pamiętać, że poza wpływem natychmiastowym jest także wpływ długoterminowy. O nim dowiadujemy się z treści dzieł kultury (z filmu, z książki, z muzyki). Tego wpływu nie zaobserwujemy szybko. A to on wskazuje dość wyraźnie wielkość wydarzenia ocenianej według społeczności ludzkiej. Zdajmy się zatem (z konieczności) na próbę spojrzenia kulturowo na Covida w jego natychmiastowym wpływie. Należy nam jeszcze stwierdzić, że kultura to także działalność praktyczna. Ona mobilizuje i definiuje społeczeństwo. To znaczy, że kultura może przeciwdziałać wirusowi. I tylko kultura może go okiełznać.
Sposób walki
Wszystko to, co dzieje się w świecie ludzi, staje się kulturowe. Znaczy to mniej więcej tyle, że to co się stanie, aby było zaakceptowane i proliferowane, musi być „ukulturowione” (zrozumiałe w kategoriach danej społeczności). Powstanie nauki jest faktem kulturowym. Stwierdzenie, że istnieje coś takiego jak wirus, także jest w jakimś stopniu faktem kulturowym, bo jest umieszczone w siatce pojęć i przyjęte wśród członków tej samej kultury. Epidemia koronawirusa także stała się faktem kulturowym. Ludzie są kulturo-odbiorcami i kulturo-twórcami. Taka kondycja obliguje ich do rozumienia „ukulturowionych” problemów w określony sposób.
Kultura zatem odzwierciedla podejście do walki z CoVidem. Sposób zaprowadzenia restrykcji i ich egzekwowanie, ale także egzystencjalny lęk oraz chaotyczne działanie, to wszystko w niemałym stopniu powodowane jest tym, jak i w co społeczność ludzka wierzy.
Dużo o naszej kulturze mówi to, że restrykcje objęły mocno (na samym początku pandemii) kościoły, ale nieco lżej sklepy wielkopowierzchniowe. Jest to zrozumiałe, religią obecną jest konsumpcjonizm. Dziś brak zakupów jest podobny brakowi spowiedzi. Złemu prowadzeniu gospodarstwa domowego dla porównania przykłada się niegdysiejsze grzeszne życie. Te banalne fakty uczulić nas muszą, że życie nasze, choć nowoczesne, to nadal ma podstawę łatwą do naruszenia. Oczywiście konieczne jest, aby ludzie mieli gdzie dokonać zakupów żywnościowych. Potrzeby tego nikt nie neguje. Sprawa wymaga jednak szerszego spojrzenia. Dziś człowiek lęka się śmierci, nie zaś potępienia. To ujawnia nowych bogów, w których się wierzy. Nie ma w tym deprecjonowania, jest tylko obserwacja kultury.
W podejściu do opieki (w trakcie pandemii) nad osobami wykluczonymi oraz starszymi dostrzeżemy stosunek społeczności do użyteczności życia. Nowoczesne standardy przeliczania i ujmowania wszystkiego w ilościowe miary wskazują na niezwykłą praktyczność współczesnej kultury. Jednym z jej wymogów jest wysoka efektywność. Z tego powodu można sądzić, że osoby spoza głównego nurtu efektywności są zbędne. Dlatego odsuwamy ich z pola zainteresowań. (O tym, że jest to błąd nawet w tej perspektywie nie czas teraz pisać. Warto wspomnieć jedynie, że starsze osoby wykonują często tak zwane „prace w cieniu”, których się z niewiadomych powodów nie uwzględnia w statystykach, na przykład opieka nad dziećmi, przekazywanie doświadczeń, itd.) Prowadzi to do rozmyślnego planowania strategii walki z epidemią bez uwzględniania ich perspektywy. Rzecz jasna nie dotyczy to wszystkich strategii walki z epidemią, są także chlubne wyjątki.
Kolejnym przykładem jest uszczelnianie wydatków publicznych (także tych przeznaczonych na kulturę) i przekierowywanie ich na doraźną pomoc. W tym działaniu unaocznia się autorytaryzm w walce z pandemią. Postępowanie to ukazuje ramy obecnej sytuacji. Koronawirus jest naszym wrogiem, prowadzimy z nim wojnę, musimy zewrzeć szyki. Naturalną tego konsekwencją jest ustanowienie jednego zwierzchnika (co to za armia, gdyby nie miała dowódcy?). Strategia obcinania środków publicznych ma jeszcze jedną ciekawą konsekwencję. Kolejność ograniczeń wskazuje, co ceni się najmniej, a co ceni się najmocniej. Oczywiście zrelatywizowane jest to często do osób decydujących (ale one także z jakichś powodów mają swoje wartości). Warto przypomnieć tutaj słowa premiera Wielkiej Brytanii wypowiedziane podczas drugiej wojny światowej. Podczas debaty budżetowej, gdy padła propozycja o odcięciu pieniędzy dla kultury, Churchill miał zwrócić się do ministra tymi słowami: „Proszę mi przypomnieć, o co my toczymy tę wojnę?”. To wciąż aktualne pytanie. Czy chcemy tylko wygrać z pandemią? Czy może chcemy jeszcze przetrwać?
Pandemia jako tło
Różewicz zauważał w kondycji współczesnego człowieka ważną cechę. Ów człowiek żyje, pracuje i bawi się, ale nieustannie spada. Podczas całego życia dokonuje się upadek. Spadając rodzimy się, spadając umieramy. Spadanie jest tłem akcji. Spadanie jest ramą opowieści. Dziś czymś takim jest koronawirus. Nasze codzienne, mimowolne, mechaniczne i męczące rytuały i obowiązki dzieją się na jego tle. Narzekamy wychodząc z domu, gdy musimy zabrać maskę. Narzekamy, gdy brakuje miejsc w komunikacji. Narzekamy, gdy przesuwają nam się wizyty.
Kultura zatem odnotowuje epidemię koronawirusa jako tło. Jest ona przed-uzgodnionym zapleczem dla rozumienia sytuacji. Obecnie, ktoś bez maseczki musi się tłumaczyć, czemu jej nie ma. Nie tłumaczy się bowiem ktoś, kto ją ma. Podobnie jest z ludźmi, którzy przejawiają nonszalanckie zachowanie względem rygorów sanitarnych. Tło pandemii ustaliło nowe wzorce zachowań.
Takie przesiąkanie zdarzeń ze świata w zachowania społeczne jest oczywiste. Ale znajduje się w tym większa nauczka, która mówi nam, że człowiek przystosowuje się. Jest gotów przywyknąć do niemal każdej sytuacji. Oddziaływanie to nie zachodzi tylko jednostronnie. Tło także podlega modyfikacjom świadomie uczynionym przez człowieka. CoVid zmienił je tak szybko tylko dlatego, że prawie jednocześnie zaskoczył cały świat. Dlatego teraz, działając metodycznie i systematycznie, możemy dać opór nie tylko samemu wirusowi, ale także temu jak na nas wpływa (choćby poprzez ustalenie na nowo ram działań oraz zmianę samych działań). W wyobrażonej części świata społecznego wszyscy możemy wspólnie przemóc jednostronność wizji, która nas atakuje.
Wyobraźnia przeciwdziałania
Pandemia dotyczy obszaru wyobrażeń. Bowiem jeślibyśmy nie wyobrażali sobie świata, jako połączonego setkami tras, ogromnego pasa transmisji, to nie wyobrazilibyśmy sobie pandemii. Oznacza ona więc perspektywę ogólnoświatową. A wirus unaocznił nasz brak wyobraźni wspólnotowej. Nie mamy pomysłu, jak wirusa można pokonać, dlatego go nie pokonujemy, nie wychodzimy z inicjatywą, działamy jedynie reakcyjnie. Fakt nie jest trywialny. Wystarczy spojrzeć jak pomocne stały się koncepcyjnie opracowywane szlaki rozprzestrzeniania się wirusa. Same pomysły naukowe to jednak nie wszystko. Należy zauważyć także jak ważne jest projektowanie działań motywujących. A także jak wiele dziś tworzonej popkultury opowiada nam o wirusie, tak abyśmy zrozumieli jego działanie i uczyli się przeciwdziałania.
Pokonanie pandemii zawiera się zatem w wyobrażeniu sobie tego, jak tę pandemię pokonamy. Zakłada to działania natychmiastowe (zwiększenie higieny, oddalenie przestrzenne, śledzenie ścieżki zachorowań), ale konieczne są także działania długoterminowe (stworzenie lepszego systemu społecznego, zbudowanie dobrego rynku żywnościowego, dostęp dla wszystkich do odpowiednich leków). Jedną z tych prób jest właśnie szczepionka. Ćwiczenie się w takich sytuacjach ma na celu myślenie, które jednoczy. Odpór wirusom dajemy na bazie odpowiedzialności populacyjnej. Zatem musimy zmotywować wszystkich do odpowiednich działań. Staranie takie wywiera wpływ na kulturę i modyfikuje tło. Odzyskana wówczas sprawczość pozwala reagować skuteczniej i efektywniej. Przecież każdy z nas póty jest częścią kultury, póki może okiełznać swoją biologię.
Zagadnienia mikrobiopolityczne oraz covidostanowe pozostawały w dużej mierze szeregiem uwag, bez większej spójności. Tworzyło to pojęcie chaosu. Pojęcie, które powstawało w głowie piszącego. Bowiem rozumienie fenomenów przychodzi niezdarnie za późno, najczęściej właśnie wówczas, gdy nic się z tym zrobić nie da. Choć rzeczą nader chełpliwą byłoby sądzenie, że jeden (a nawet dwa lub trzy) teksty coś zmienią. Zawsze jednak są dla czytelników treningiem (najczęściej cierpliwości, ale czasem bywa i tak, że bystrości). Ćwiczenie się w wyobrażaniu sobie nieprawdopodobieństw ma oswoić ludzi ze zmieniającą się rzeczywistością. Wirusy będą naszymi stałymi towarzyszami. Z tym nic nie zrobimy. Ale możemy zrobić coś z naszym stosunkiem do tego faktu, to jest z naszą kulturą. Strach przez chorobą lub nonszalanckie z nią pogrywanie to strategie wynikłe z obcowania z określoną mentalnością i poruszaniem się na tle określonej rzeczywistości. Samo zrozumienie, że na część tego nadal mamy wpływ jest terapeutyczne. Reszta nadejdzie, jeśli zrozumiemy, że tylko jako wspólnota poradzimy sobie z epidemią.
Musimy jednak pamiętać, że poza wpływem natychmiastowym jest także wpływ długoterminowy. O nim dowiadujemy się z treści dzieł kultury (z filmu, z książki, z muzyki). Tego wpływu nie zaobserwujemy szybko. A to on wskazuje dość wyraźnie wielkość wydarzenia ocenianej według społeczności ludzkiej. Zdajmy się zatem (z konieczności) na próbę spojrzenia kulturowo na Covida w jego natychmiastowym wpływie. Należy nam jeszcze stwierdzić, że kultura to także działalność praktyczna. Ona mobilizuje i definiuje społeczeństwo. To znaczy, że kultura może przeciwdziałać wirusowi. I tylko kultura może go okiełznać.
Sposób walki
Wszystko to, co dzieje się w świecie ludzi, staje się kulturowe. Znaczy to mniej więcej tyle, że to co się stanie, aby było zaakceptowane i proliferowane, musi być „ukulturowione” (zrozumiałe w kategoriach danej społeczności). Powstanie nauki jest faktem kulturowym. Stwierdzenie, że istnieje coś takiego jak wirus, także jest w jakimś stopniu faktem kulturowym, bo jest umieszczone w siatce pojęć i przyjęte wśród członków tej samej kultury. Epidemia koronawirusa także stała się faktem kulturowym. Ludzie są kulturo-odbiorcami i kulturo-twórcami. Taka kondycja obliguje ich do rozumienia „ukulturowionych” problemów w określony sposób.
Kultura zatem odzwierciedla podejście do walki z CoVidem. Sposób zaprowadzenia restrykcji i ich egzekwowanie, ale także egzystencjalny lęk oraz chaotyczne działanie, to wszystko w niemałym stopniu powodowane jest tym, jak i w co społeczność ludzka wierzy.
Dużo o naszej kulturze mówi to, że restrykcje objęły mocno (na samym początku pandemii) kościoły, ale nieco lżej sklepy wielkopowierzchniowe. Jest to zrozumiałe, religią obecną jest konsumpcjonizm. Dziś brak zakupów jest podobny brakowi spowiedzi. Złemu prowadzeniu gospodarstwa domowego dla porównania przykłada się niegdysiejsze grzeszne życie. Te banalne fakty uczulić nas muszą, że życie nasze, choć nowoczesne, to nadal ma podstawę łatwą do naruszenia. Oczywiście konieczne jest, aby ludzie mieli gdzie dokonać zakupów żywnościowych. Potrzeby tego nikt nie neguje. Sprawa wymaga jednak szerszego spojrzenia. Dziś człowiek lęka się śmierci, nie zaś potępienia. To ujawnia nowych bogów, w których się wierzy. Nie ma w tym deprecjonowania, jest tylko obserwacja kultury.
W podejściu do opieki (w trakcie pandemii) nad osobami wykluczonymi oraz starszymi dostrzeżemy stosunek społeczności do użyteczności życia. Nowoczesne standardy przeliczania i ujmowania wszystkiego w ilościowe miary wskazują na niezwykłą praktyczność współczesnej kultury. Jednym z jej wymogów jest wysoka efektywność. Z tego powodu można sądzić, że osoby spoza głównego nurtu efektywności są zbędne. Dlatego odsuwamy ich z pola zainteresowań. (O tym, że jest to błąd nawet w tej perspektywie nie czas teraz pisać. Warto wspomnieć jedynie, że starsze osoby wykonują często tak zwane „prace w cieniu”, których się z niewiadomych powodów nie uwzględnia w statystykach, na przykład opieka nad dziećmi, przekazywanie doświadczeń, itd.) Prowadzi to do rozmyślnego planowania strategii walki z epidemią bez uwzględniania ich perspektywy. Rzecz jasna nie dotyczy to wszystkich strategii walki z epidemią, są także chlubne wyjątki.
Kolejnym przykładem jest uszczelnianie wydatków publicznych (także tych przeznaczonych na kulturę) i przekierowywanie ich na doraźną pomoc. W tym działaniu unaocznia się autorytaryzm w walce z pandemią. Postępowanie to ukazuje ramy obecnej sytuacji. Koronawirus jest naszym wrogiem, prowadzimy z nim wojnę, musimy zewrzeć szyki. Naturalną tego konsekwencją jest ustanowienie jednego zwierzchnika (co to za armia, gdyby nie miała dowódcy?). Strategia obcinania środków publicznych ma jeszcze jedną ciekawą konsekwencję. Kolejność ograniczeń wskazuje, co ceni się najmniej, a co ceni się najmocniej. Oczywiście zrelatywizowane jest to często do osób decydujących (ale one także z jakichś powodów mają swoje wartości). Warto przypomnieć tutaj słowa premiera Wielkiej Brytanii wypowiedziane podczas drugiej wojny światowej. Podczas debaty budżetowej, gdy padła propozycja o odcięciu pieniędzy dla kultury, Churchill miał zwrócić się do ministra tymi słowami: „Proszę mi przypomnieć, o co my toczymy tę wojnę?”. To wciąż aktualne pytanie. Czy chcemy tylko wygrać z pandemią? Czy może chcemy jeszcze przetrwać?
Pandemia jako tło
Różewicz zauważał w kondycji współczesnego człowieka ważną cechę. Ów człowiek żyje, pracuje i bawi się, ale nieustannie spada. Podczas całego życia dokonuje się upadek. Spadając rodzimy się, spadając umieramy. Spadanie jest tłem akcji. Spadanie jest ramą opowieści. Dziś czymś takim jest koronawirus. Nasze codzienne, mimowolne, mechaniczne i męczące rytuały i obowiązki dzieją się na jego tle. Narzekamy wychodząc z domu, gdy musimy zabrać maskę. Narzekamy, gdy brakuje miejsc w komunikacji. Narzekamy, gdy przesuwają nam się wizyty.
Kultura zatem odnotowuje epidemię koronawirusa jako tło. Jest ona przed-uzgodnionym zapleczem dla rozumienia sytuacji. Obecnie, ktoś bez maseczki musi się tłumaczyć, czemu jej nie ma. Nie tłumaczy się bowiem ktoś, kto ją ma. Podobnie jest z ludźmi, którzy przejawiają nonszalanckie zachowanie względem rygorów sanitarnych. Tło pandemii ustaliło nowe wzorce zachowań.
Takie przesiąkanie zdarzeń ze świata w zachowania społeczne jest oczywiste. Ale znajduje się w tym większa nauczka, która mówi nam, że człowiek przystosowuje się. Jest gotów przywyknąć do niemal każdej sytuacji. Oddziaływanie to nie zachodzi tylko jednostronnie. Tło także podlega modyfikacjom świadomie uczynionym przez człowieka. CoVid zmienił je tak szybko tylko dlatego, że prawie jednocześnie zaskoczył cały świat. Dlatego teraz, działając metodycznie i systematycznie, możemy dać opór nie tylko samemu wirusowi, ale także temu jak na nas wpływa (choćby poprzez ustalenie na nowo ram działań oraz zmianę samych działań). W wyobrażonej części świata społecznego wszyscy możemy wspólnie przemóc jednostronność wizji, która nas atakuje.
Wyobraźnia przeciwdziałania
Pandemia dotyczy obszaru wyobrażeń. Bowiem jeślibyśmy nie wyobrażali sobie świata, jako połączonego setkami tras, ogromnego pasa transmisji, to nie wyobrazilibyśmy sobie pandemii. Oznacza ona więc perspektywę ogólnoświatową. A wirus unaocznił nasz brak wyobraźni wspólnotowej. Nie mamy pomysłu, jak wirusa można pokonać, dlatego go nie pokonujemy, nie wychodzimy z inicjatywą, działamy jedynie reakcyjnie. Fakt nie jest trywialny. Wystarczy spojrzeć jak pomocne stały się koncepcyjnie opracowywane szlaki rozprzestrzeniania się wirusa. Same pomysły naukowe to jednak nie wszystko. Należy zauważyć także jak ważne jest projektowanie działań motywujących. A także jak wiele dziś tworzonej popkultury opowiada nam o wirusie, tak abyśmy zrozumieli jego działanie i uczyli się przeciwdziałania.
Pokonanie pandemii zawiera się zatem w wyobrażeniu sobie tego, jak tę pandemię pokonamy. Zakłada to działania natychmiastowe (zwiększenie higieny, oddalenie przestrzenne, śledzenie ścieżki zachorowań), ale konieczne są także działania długoterminowe (stworzenie lepszego systemu społecznego, zbudowanie dobrego rynku żywnościowego, dostęp dla wszystkich do odpowiednich leków). Jedną z tych prób jest właśnie szczepionka. Ćwiczenie się w takich sytuacjach ma na celu myślenie, które jednoczy. Odpór wirusom dajemy na bazie odpowiedzialności populacyjnej. Zatem musimy zmotywować wszystkich do odpowiednich działań. Staranie takie wywiera wpływ na kulturę i modyfikuje tło. Odzyskana wówczas sprawczość pozwala reagować skuteczniej i efektywniej. Przecież każdy z nas póty jest częścią kultury, póki może okiełznać swoją biologię.
Zagadnienia mikrobiopolityczne oraz covidostanowe pozostawały w dużej mierze szeregiem uwag, bez większej spójności. Tworzyło to pojęcie chaosu. Pojęcie, które powstawało w głowie piszącego. Bowiem rozumienie fenomenów przychodzi niezdarnie za późno, najczęściej właśnie wówczas, gdy nic się z tym zrobić nie da. Choć rzeczą nader chełpliwą byłoby sądzenie, że jeden (a nawet dwa lub trzy) teksty coś zmienią. Zawsze jednak są dla czytelników treningiem (najczęściej cierpliwości, ale czasem bywa i tak, że bystrości). Ćwiczenie się w wyobrażaniu sobie nieprawdopodobieństw ma oswoić ludzi ze zmieniającą się rzeczywistością. Wirusy będą naszymi stałymi towarzyszami. Z tym nic nie zrobimy. Ale możemy zrobić coś z naszym stosunkiem do tego faktu, to jest z naszą kulturą. Strach przez chorobą lub nonszalanckie z nią pogrywanie to strategie wynikłe z obcowania z określoną mentalnością i poruszaniem się na tle określonej rzeczywistości. Samo zrozumienie, że na część tego nadal mamy wpływ jest terapeutyczne. Reszta nadejdzie, jeśli zrozumiemy, że tylko jako wspólnota poradzimy sobie z epidemią.
Komentarze
Prześlij komentarz